OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzieciństwo spędziłam w rodzinie żyjącej bez Boga. Mój ojciec był katolikiem, a matka evangeliczką, lecz w czasie nacjonalizmu oboje wystąpili z Kościoła. Spośród pięciorga dzieci, czworo oprócz mojej najmłodszej siostry było jeszcze ochrzczonych w Kościele evangelickim.  

Urodziłam się dnia 25 stycznia 1930 roku, w święto nawrócenia św. Pawła. Na chrzcie otrzymałam imiona Christliebe Gisela. Wówczas nikt nie przypuszczał, że dzień moich urodzin oraz imię otrzymane na chrzcie staną się kiedyś programem mojego życia. Dzisiaj wiem, iż Bóg już na początku mego życia położył na mnie swoją dłoń.

W naszej rodzinie nigdy nie rozmawiano o Bogu. Z lekcji religii zostaliśmy zwolnieni przez mego ojca. Tak więc i w szkole nie usłyszeliśmy nic o Bogu, który dał nam życie i z miłością nami kierował.

Gdy skończyłam siedemnysty rok życia, Bóg stwierdził, iż nadszedł czas, bym Go poznała. Na mojej dotychczasowej drodze życia spotkałam wielu ludzi, którzy w Boga wierzyli. W ten sposób zaczęło i we mnie rodzić się pytanie, dotyczące istnienia Boga. Czy piękno przyrody mogło powstać samo z siebie? Skąd pochodziła życzliwość, dobroć i mądrość wielu ludzi?

W ten spsób zaczęłam się modlić: ?Boże, jeżeli istniejesz, uczyń bym w ciebie uwierzyła.?

Jedna z pracowniczek domu dziecka, w którym i ja pracowałam, była katoliczką. Czasami zabierała mnie ona do kościoła. Tak naprawdę nigdy nie chciałam należeć do Kościoła katolickiego, który sprawiał na mnie egzotyczne wrażenie. A jednak pewniego dnia poprosiłam jednego z księży w miejscowości Gentin w Sachsen ? Anhalt o rozmowę na temat wiary. W drodze na to spotkanie czułam wewnętrzny lęk: dlaczego to ryzyko? Właśnie chciałam zawrócić, gdy stwierdziłam, iż stoję przed drzwiami proboszcza i naciskam na dzwonek. Ponieważ proboszcza nie było, przyjął mnie wikariusz. W tym momencie stało się coś cudownego: gdy weszłam do środka, opuścił mnie wewnętrzny niepokój. I chociaż nie miałam pojęcia o wierze katolickiej, byłam przekonana, że tutaj jestem w domu, tutaj jest moje miejsce. Z księdzem wirariuszem Karl Stettner uzgodniliśmy, iż będę przychodziła na katechezę, która trwała pół roku. To był cudowny czas. Poznałam Jezusa Chrystusa i pokochałam go. Byłam bardzo szczęśliwa i nie mogłam doczekać się dnia, w którym zostanę przyjęta do Kościoła katolickiego, co miało miejsce dnia 1 października 1949 roku. Dzień ten wpisał się na zawsze w moje serce.

Miłość do Jezusa wypełniła mnie i nie istniało poza nim nic ważniejszego. Zapragnęłam całym sercem należeć do Chrystusa. Wprawdzie nie spotkałam dotychczas jeszcze nigdy żadnej siostry zakonnej, ale wiedziałam, iż życie zakonne jest tą drogą, która daje mi możliwość całkowitej przynależności do Chrystusa. Jednakże wstąpienie do klasztoru, tak krótki czas po konversji, nie było możliwe. Musiałam czekać i wzrastać w miłości do Boga.

Także nauka zawodu stała jeszcze przede mną. Już zawsze pragnęłam być nauczycielką, jednakże władze w NRD stwierdziły, że z moją przynależnością do kościoła nie nadaję się do zawodu pedagogicznego. Dlatego też, w roku 1950 rozpoczełam w Halberstadt szkołę pielęgniarską. Tam też poznałam dwie wspólnoty zakonne: Karmelitanki i Szare Siostry św. Elżbiety. W kaplicy sióstr Karmelitanek uczestniczyłam, o ile było to możliwe, w codzeinnej Eucharystii. W kaplicy sióstr Elżbietanek spędzałam dużo czasu na modlitwie. W roku 1951 byłam pewna, iż Bóg powołuje mnie do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety i że właśnie teraz nadszedł czas realizacji mego powołania. Udałam się więc w drogę do Halle, gdzie poprosiłam o przyjęcie do Zgromadzenia. Dnia 15 marca wstąpiłam do tejże wspólnoty.

W tym czasie wrócił także mój ojciec z niewoli. Moją przynależność do Kościoła zaakceptował on bez oporów, ale o mojej decyzji wstąpienia do zakonu nie chciał słyszeć. W rozmowie ojciec powiedział mi, iż miał zamiar powrócić do Kościoła, ale jeśli ja wstąpię do klasztoru, on do Kościoła nie wróci. Cóż miałam uczynić? Szukałam odpowiedzi w modlitwie i zdecydowałam się na realizacje mego powołania, gdyż byłam pewna, że Bóg mnie wzywa. Niemożliwym było dla mnie, że mój ojciec nie wróci do Kościoła, dlatego że ja idę za głosem Pana. A więc w dniu 15 marca 1951 roku wstąpiłam do naszego Zgromadzenia. Od tego dnia ojciec zerwał ze mną kontakt. Nie chciał mieć ze mną nic do czynienia. Trwało to dwa i pół roku. W czasie mego Nowicjatu powrócił jednak do Kościoła i wziął udział w uroczystości mojej pierwszej profesji zakonnen jako szczęśliwy ?ojciec panny młodej?.

Bóg mnie powołał i prowadził przez całe życie. W ciężkich chwilach i w piękne dni był On przy mnie. Dlatego też mogę dzisiaj szczerze powiedzieć, iż zawsze byłam szczęśliwa. Nigdy nie żałowałam podjętej decyzji. Ufam, iż Pan da mi łaskę wytrwania do końca.

                                                                                                                                                    Siostra Barbara Hellmann