3.Maganzo (12) Będąc jeszcze dzieckiem marzyłam o Afryce. Moje pragnienie spełniło się kiedy w styczniu 2013 r. Przewielebna Matka Generalna M. Samuela zapytała mnie czy nie chciałabym pojechać latem na kilka tygodni do Maganzo, by pomóc naszym Siostrom podczas wakacji. Z radością przyjęłam tę propozycję i oczekiwałam spotkania z Afryką. Jestem bardzo wdzięczna Zarządowi Generalnemu za możliwość odwiedzenia naszych Sióstr w Afryce, Zarządowi Prowincji za udzielenie zgody na wyjazd, a moim współpracownikom za wyręczenie mnie w obowiązkach. Pełniąc funkcję skarbniczki nowo założonego Stowarzyszenia ?Przyjaciele z Maganzo-Tansania? robię nie tylko rozliczenia, ale jestem też odpowiedzialna za wszystkie wymagane dokumenty, zaświadczenia i sprawozdania. Niedawno musiałam n.p. przedłożyć w Urzędzie Skarbowym sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia, by mogło ono w dalszym ciągu zachować status organizacji non-profit, co z kolei umożliwia nam wykorzystanie zebranych środków pieniężnych na budowę i dalszy rozwój ?Centrum Medycznego Maganzo?. Podróż do Afryki była dla mnie osobiście dobrą okazją, by zobaczyć aktualny stan realizacji i rozwoju projektu w Tanzanii.

Już krótki pobyt w Dar es Salaam, stolicy administracyjnej Tanzanii – gdzie spędziliśmy dzień przed dalszą podróżą do Mwanza, a później w Arusha, w mieście  przyszłej posługi naszych Sióstr – uświadomił mi, że obraz rzeczywistego ubóstwa przekroczył wszystkie moje najśmielsze wyobrażenia. Tylko w centrum miasta widać domy murowane z cegieł i ulice pokryte asfaltem. Małe sklepy z różnymi rzeczami, to przeważnie chatki zbite z blachy lub desek. Mieszkańcy ubrani są bardzo skromnie, często też chodzą bez obuwia, szczególnie dzieci.

Maganzo, to mała miejscowość położona w północno-zachodniej części Tanzanii, w której mieszka około 2.300 rodzin, a prawie każda z nich ma 6-12 dzieci. Tutaj ubóstwo jest jeszcze bardziej widoczne, niż we wspomnianych wyżej miastach. Region, gdzie posługują nasze Siostry należy do jednego z najbardziej ubogich i najbardziej zaniedbanych pod względem opieki medycznej obszarów w świecie. Niemal wszyscy mieszkańcy Maganzo, a także okolicznych wiosek żyją w ubóstwie. Zdobyciem środków na utrzymanie trudnią się głównie kobiety sprzedając na targu owoce, warzywa, czy inne produkty. W porze deszczowej – trwającej od listopada do kwietnia – dochody są częściowo zapewnione, ale w pozostałych miesiącach zdobywanie środków utrzymania jest bardzo trudne. Wysoki procent śmiertelności przypisywany jest chorobom uwarunkowanym niedostatkiem. Z powodu biedy, głodu i braku opieki zdrowotnej, niewiele ludzi osiąga tutaj wiek powyżej 65 lat. Miejskie ośrodki zdrowia nie posiadają środków finansowych, a leki dla chorych są prawie nieosiągalne. Na 1.000 mieszkańców przypada 1 łóżko szpitalne. Ludziom ubogim często brakuje środków, by opłacić najkonieczniejsze leczenie w szpitalu. Główne choroby, to AIDS i malaria, które często prowadzą do śmierci. Brakuje wody i prądu. Woda czerpana jest z każdego najmniejszego stawu, służy ona mieszkańcom również jako woda pitna, dlatego też odpowiednio wysoka jest liczba zachorowań na choroby zakaźne z towarzyszącymi im objawami i skutkami.

Większość domów mieszkańców w Maganzo przypomina raczej szopę. Do jej budowy używana jest glina, drewniane kije, a nawet siano. Domy mają przeważnie jedno pomieszczenie, a posadzka nie jest wylana cementem. Okna, to proste otwory pokryte kawałkami materiałów lub plastykowymi workami. Dachy pokrywa się blachą falistą lub słomą. Bogate rodziny budują domy z cegły, a dach pokrywają blachą falistą. Domów pokrytych dachówkami nie spotyka się tutaj prawie wcale, a szyby w oknach należą do rzadkości. Mieszkańcy Maganzo przez cały rok pobierają wodę z kilku nielicznych studni w regionie. Siostry udostępniły mieszkańcom także swoją starą studnię, za co ludzie są im bardzo wdzięczni. Często można zobaczyć tu dzieci i młodzież, które zanoszą wodę do domu pokonując czasem wiele kilometrów. Wodę niosą na głowie, bądź na rowerze, czy też na drewnianych wózkach własnej roboty. Stan zdrowia mieszkańców ze względu na brak wody zdatnej do picia jest niepokojący. Miejscowość nie posiada też ulic w naszym europejskim wyobrażeniu, są to po prostu twardo wydeptane szerokie i wąskie drogi. Chmury pyłu czerwonej ziemi widoczne są już z daleka. Można wyobrazić sobie jak wyglądają pomieszczenia i ubrania ludzi. Białe habity Sióstr po jednym dniu noszenia trzeba wyprać i to ręcznie w zimnej wodzie.

Tylko nieliczne rodziny posiadają rower czy samochód. Większość mieszkańców pokonuje więc duże czasem odległości pieszo. Jako taksówki służą motocykle tzw. pikipiki’s, które przewożą nawet 4 dorosłe osoby. Poza tym ludzie podróżują w zatłoczonych autobusach lub też autostopem. Tanzanijczycy – moim zdaniem – nie należą do miłośników podróżowania. Wielu mieszkańców zna jedynie własną wioskę i najbliższą okolicę. Nie mają telewizji, czy innych nowoczesnych mediów, a nie znając ich, nie odczuwają też ich braku. Dlatego w wymianie informacji bardzo ważną rolę odgrywają spotkania. W miejscowości organizowane są różnego rodzaju spotkania, m.in. w każdą niedzielę po południu odbywają się kręgi biblijne dla poszczególnych grup w parafii, by umożliwić wzajemną wymianę doświadczeń.

Całe życie mieszkańców Maganzo toczy się na zewnątrz, przed domem. Tu gotuje się i spożywa posiłki oraz zmywa naczynia. Przed domem bawią się dzieci, a dorośli zbierają się na rozmowy. Wszelkie prace w gospodarstwie domowym lub rzemieślnictwo wykonywane są na zewnątrz, tutaj też mieszkańcy trzymają zwierzęta domowe (kury, osły, kozy, krowy). Rano, w południe i wieczorem wraz z gorącym powietrzem unosi się dym z palenisk przed domami. To czas przygotowywania posiłków. Codzienne pożywienie mieszkańców składa się przeważnie z ryżu i fasoli, a mięso, warzywa i owoce należą do rzadkości. Na straganach można kupić wiele produktów, ale ludziom brakuje pieniędzy. W Maganzo nie ma żadnych zakładów przemysłowych, a więc także płatnych miejsc pracy. Jedynie miejscowa cegielnia zapewnia kilka niskich wynagrodzeń dziennych. Byłam pod wrażeniem widząc tam ciężko pracujące starsze dzieci i młodzież, także dziewczęta. Najpierw muszą spulchnić glinę w przygotowanych otworach w ziemi, następnie wymieszać ją z wodą – którą często trzeba najpierw przynieść pokonując duże odległości. W następnej kolejności gliniana masa wkładana jest gołymi rękami do drewnianych form (1 forma na 2 cegły). W ciągu dnia należy wyrobić minimum 500 cegieł, które po wysuszeniu zostają ułożone w duże sterty i palone.

Podziwiam, że ludzie w takich warunkach mogą żyć, będąc jednocześnie zadowolonymi i szczęśliwymi, serdecznymi i spokojnymi. Nie mają oni wysokich wymagań, a zadowoleni są z tego co posiadają. Niektórzy z mieszkańców nie mają praktycznie nic, często nawet przysłowiowego dachu nad głową, a pomimo tego są życzliwi, wdzięczni za wszystko i dzielą się z innymi tym co posiadają. Zdarza się, że zbyt wiele oczekują od ?białych? i wolą raczej żebrać zamiast samemu podjąć jakiś trud. Osobiście podziwiam tych ludzi za ich walkę o przetrwanie. Najbardziej ubolewam nad sytuacją miejscowych dzieci, które często chodzą w wyniszczonych, brudnych  ubrankach bo brakuje wody. Zabawki robią sobie same n.p. z pustych plastikowych butelek; potrafią cieszyć się zwykłym cukierkiem, którego normalnie nie mają. W rodzinach, starsze rodzeństwo wychowuje młodsze. Często można zobaczyć dzieci, które godzinami noszą na plecach młodsze rodzeństwo w kolorowej chuście tzw. kitanga. Większość dzieci uczęszcza do szkoły, potrafi czytać i pisać, niektóre jednak zbyt wcześnie przerywają szkołę i pozostają w domu opiekując się rodzeństwem albo też pracują.

Teren wokół domostw i cała okolica jest zaniedbana. Czystość i porządek nie mają dla nich większego znaczenia. Rzadko też przeprowadzane zostają ulepszenia i naprawy. Punktualność nie jest mocną stroną tutejszych mieszkańców. Jeżeli Msza św. czy spotkanie rozpocznie się w granicach godziny po wyznaczonym czasie, można mówić o szczęściu. Zorganizowanie spotkań wymaga  czasu i cierpliwości. Msza św. w niedzielę może trwać nawet do 5 lub 6 godzin. Ludzie nie mają innych ważnych zobowiązań, czy możliwości rozrywki, mają oni czas i pozwalają sobie na posiadanie czasu. Większość z nich wydaje się żyć bez stresu, nie pozwalają się przymusić do czegoś, czy pracować pod przymusem. Tak też wygląda ich praca. Wielu nie podejmuje szczególnego wysiłku, a jako pracownicy są niesolidni, niesłowni. Jeżeli pracownicy następnego dnia są niewyspani, przepici, albo też mają problemy, które ich przerastają, nie muszą oni przyjść do pracy, bo ich praca będzie niewydajna [tak mówi ?niepisane? prawo o pracy]. Przy takim nastawieniu niestety nie można oczekiwać pozytywnego rozwoju kraju.

Nasze Siostry Misjonarki (6) bardzo dobrze zaaklimatyzowały się w Maganzo. W dniu 15 lipca br. dołączyła do nich kolejna aspirantka afrykańska Wiktoria. Siostry cieszą się uznaniem i szacunkiem ze strony mieszkańców, którzy zwracają się do nich o pomoc i radę. Siostry stały się integralną częścią wiejskiej wspólnoty w Maganzo. Kiedy odwiedzają wioskę ze wszystkich stron przybiegają dzieci i towarzyszą im w odwiedzinach. Dzieci są bardzo przywiązane do Sióstr, czekają na odrobinę czułości i drobne pochwały. Także dorośli są otwarci i życzliwi względem Sióstr. Przy takich odwiedzinach trzeba uścisnąć setki wyciągniętych rąk, a każda rodzina zaprasza Siostry do siebie.

Mimo, że szpital nie jest jeszcze otwarty, każdego dnia przychodzą do Sióstr chorzy z lekkimi dolegliwościami, czy zranieniami. Siostry podobnie jak nasze Założycielki odwiedzają też ubogich chorych w ich mieszkaniach. Na życzenie rodziny, modlą się też przy ciężko chorych i umierających. Biednym i potrzebującym udzielają pomocy żywnościowej. Siostry poza tym troszczą się o kościół parafialny, angażują się w życie parafialne i aktywnie uczestniczą w życiu i wydarzeniach wioski. Wielu mieszkańców żywi nadzieję na możliwość zatrudnienia w szpitalu. Nasze Centrum Medyczne stanie się największym pracodawcą w Maganzo. Także Siostry czekają już niecierpliwie na jego otwarcie, gdzie będą pracowały, poświęcając swój czas i siły chorym.

Dom naszych Sióstr jest miejscem spotkań dla dzieci, a także innych grup. Otwarty jest o każdej porze dnia, a Siostry są gotowe przyjąć każdego, by wysłuchać i mu pomóc. Codziennie w godzinach popołudniowych przychodzi do nich około 80 dzieci, którym Siostry pomagają w nauce, organizują zabawy i prace ręczne. Niedawno przygotowano dla dzieci specjalne miejsce na spotkania. Tutaj otrzymują one niezbędną pomoc w nauce. Na święta kościelne przygotowywane są przedstawienia z udziałem dzieci, a stroje na te okazje szyte są własnoręcznie. Ponadto istnieje możliwość uczestniczenia w rekolekcjach, kręgach biblijnych czy innych zajęciach. Po zakończonym spotkaniu dzieci i młodzież udają się do kaplicy, by pomodlić się i śpiewać razem z Siostrami. Poza tym zostało utworzone boisko do piłki nożnej i siatkówki. W niedzielne popołudnie po Mszy św. dla dzieci, Siostry grają z nimi w piłkę nożną, siatkówkę, tańczą (w tym celu popularne stało się radio w samochodzie) lub też oglądają film. Na niedzielne spotkanie z Siostrami przychodzi liczna grupa dzieci. 120 lizaków, które przywiozłem z Niemiec ledwie wystarczyło, aby obdarować tak liczną gromadkę. Wzruszyłam się bardzo, spoglądając na rozpromienione twarze dzieci, cieszące się prostym lizakiem.

W ostatnich miesiącach dzięki funduszom zebranym w Niemczech przeprowadzono wiele prac związanych z rozbudową, przebudową, czy też remontami na terenie Centrum Medycznego ?Health Centre Maganzo?. Aktualnie zapewniony jest dopływ wody i energii elektrycznej. Ze znalezionego źródła z wodą nadającą się do picia przeprowadzono rury wodociągowe do Centrum Medycznego. Zostały one położone pod ziemią ze względu na ryzyko kradzieży. Zbudowano także wieżę na dwa zbiorniki wody, każdy ze zbiorników pomieści 5.000 litrów. Została zakupiona także pompa wodna i zabezpieczona przed kradzieżą. Na początku 2013 roku wybudowano podziemny zbiornik o pojemności 300.000 litrów, w którym można zbierać wodę deszczową. Taka inwestycja w tutejszych warunkach klimatycznych jest niezbędną koniecznością. Aby zebrać jak najwięcej wody deszczowej wokół Centrum Medycznego zostały przymocowane rynny dachowe. Ukończono już budowę zaplecza sanitarnego (toalety dla personelu, pacjentów i odwiedzających), jak również wybudowano specjalny piec do spalania odpadów. Ze względów higienicznych ściany i posadzki w szpitalnym pogotowiu ratunkowym, w laboratorium, w aptece, w gabinetach zabiegowych, a także w holu wejściowym zostały pokryte płytkami. Wokół terenu szpitalnego został postawiony mur. Okna, drzwi i dach wymagały naprawy, dobudowano także prysznice i magazyn. Obok szpitala powstała także niewielka kawiarnia zbudowana pod kierunkiem fachowca przez młodzież z wolontariatu. W przyszłości ta młodzież będzie odpowiedzialna za prowadzenie tej kawiarni. Ponadto zakupiono nowy sprzęt do wyposażenia laboratorium, a także ławki dla oczekujących na przyjęcie pacjentów i ich krewnych. W międzyczasie naprawiono 50 łóżek szpitalnych, które dotarły z Włoch. Poza tym na bieżąco kupowany jest sprzęt medyczny, instrumenty, a także niezbędne wyposażenie do szpitala.

Centrum Medyczne jest praktycznie już gotowe na przyjęcie pacjentów. Czekamy jedynie na urzędowe zatwierdzenie prowadzenia działalności. Formularze rejestracyjne zostały przekazane odpowiednim władzom w lutym 2013 r., więc z każdym dniem powinna nadejść zgoda. Uroczyste otwarcie Centrum Medycznego przewidziane jest na grudzień 2013 r. wraz z poświęceniem nowego kościoła parafialnego w Maganzo.

Arusha to kolejne miejsce działalności naszego Zgromadzenia w Tanzanii, gdzie powstanie dom formacyjny. Prace budowlane posuwają się do przodu. Arusha znajduje się 760 km na wschód od Maganzo. Do miasta prowadzi bezpośrednio droga asfaltowa, jednak ze względu na wiele objazdów po trudno przejezdnych drogach, potrzebowaliśmy na przejazd z Maganzo do Arusha prawie 14 godzin. Po drodze wdychałyśmy czerwony pył, a jazda nie należała do przyjemnych. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie, prawdziwa jazda po safari. A na dodatek przytrafiła nam się awaria samochodu, złapaliśmy gumę. Nie miałyśmy nawet czasu zastanowić się co dalej, bo koło zostało szybko wymienione przez 5 przejeżdżających mężczyzn, którzy zatrzymali się sami, a wymiana bez odpowiednich narzędzi trwała zaledwie 20 minut.

W Arusha, nasze Zgromadzenie otrzymało od Ojców Franciszkanów Konwentualnych piękny i rozległy teren, na którym zostaną zbudowane dwa domy: 2-piętrowy dom formacyjny i mniejszy dom przeznaczony na działalność: pracę z dziećmi. Aktualnie trwają prace nad zrównaniem terenu i budowaniem muru otaczającego działkę. Należy postawić prawie 1.000 m muru, którego budowę zlecono odpowiedniej firmie. Budowę mniejszego domu zaplanowano na styczeń 2014 roku. Będzie on tymczasowym mieszkaniem dla Sióstr, które na miejscu będą nadzorować budowę domu formacyjnego. Klimat w tej części Afryki podobny jest do klimatu europejskiego. W pogodny dzień zobaczyć można najwyższy szczyt w Tanzanii, Kilimandżaro (5.895 m). W regionie tym, ze względu na żyzną glebę sadzi się dużo bananowców. Ubogie chaty mieszkańców wplecione są często w malowniczy pejzaż lasów bananowych. W regionie tym mogłam zobaczyć również plantacje kawy i herbaty. W lipcu noce są tu dosyć zimne. Dużą radość sprawiły mi też odwiedziny w Parku Narodowym w Ngorongoro (3 godziny jazdy samochodem z Arusha), gdzie można zobaczyć różne zwierzęta afrykańskie. Niestety słonie i żyrafy pochowały się w ten dzień, ale po drodze zobaczyć mogłyśmy wiele małp.

Jeszcze raz pragnę wyrazić serdeczne słowa podziękowania dla Zarządu Generalnego. Jestem wdzięczna za wszystkie niezapomniane przeżycia, które trudno wyrazić słowami. Dziękuję bardzo za ten wyjazd. ?Bóg zapłać? składam wszystkim Siostrom w Maganzo za serdeczne przyjęcie we wspólnocie, za ogromną gościnność, za to że mogłam uczestniczyć w ich życiu, posłudze i modlitwie. Wśród Sióstr poczułam się od razu bardzo dobrze, jak w domu. Niech dobry Bóg wynagrodzi ich dobroć obfitością swych łask i błogosławieństwem.

        Zobacz zdjęcia w galerii                                                                                          Siostra M. Martina Drzymota

 

[Dla osób pragnących wesprzeć inicjatywę: tytuł projektu: ?Freunde von Maganzo Tansania e.v.?; wpłaty na Konto: Bank für Sozialwirtschaft 1300000, BLZ: 100 205 00].